niedziela, 23 sierpnia 2015

O Eucharystii, zadawaniu pytań i naszej szarej codzienności, w której Bóg tak bardzo pragnie być obecny- tekst Igi


Momenty, kiedy w Ewangelii Jezus mówi o Eucharystii są chyba dla nas najbardziej problemowe. I to nie tylko nasza rzecz, bo przecież sami Apostołowie stwierdzili: <<Trudna jest ta mowa, któż jej może słuchać?>>. Przywykliśmy bowiem.. do mówienia o Duchowym Pokarmie, do mówienia o życiu wiecznym, do sentencji, że życie się nie kończy, ale się zmienia. I myślę, że nie ma w tym nic dziwnego. Chciejmy jednak od czasu do czasu zdać sobie sprawę co się tak naprawdę dzieje, nie zagłębiając się w wielkie teologie.
BÓG SCHODZI NA ZIEMIĘ, ZNIŻA SIĘ DO CZŁOWIEKA, ZAMYKAJĄC SIĘ W KAWAŁKU CHLEBA.
MÓWI: BIERZCIE I JEDZCIE, A BĘDZIECIE ŻYĆ.

Wystarczy! Oto Miłość. Bóg – Miłość NAJWIĘKSZA przychodzi do Ciebie, kimkolwiek jesteś. I chce podzielić się z Tobą tym wszystkim co ma, chce podzielić się z Tobą tą ogromną Miłością, żebyś mógł nią PROMIENIOWAĆ! :) Żebyś tak jak On, stał się chlebem, to znaczy zniżył się, jeśli trzeba, do każdego człowieka na Twojej drodze. Żebyś każdemu oddał chwilkę swojego czasu, uśmiech, rozmowę, może miły komentarz na facebooku. Jak patrzysz na tą białą Hostię, jak wierzysz, że w niej Jezus do Ciebie przychodzi, to wiedz, że to jest ZADANIE dla Ciebie! Że po przyjęciu Komunii masz wyjść inny, przemieniony, masz być jak On! Tak jak Jezus się zniża, tak Ty, w każdej czynności dnia codziennego, choćby była najbardziej nudna i monotonna…
Przypominają mi się słowa jednej z moich ulubionych świętych- św. Urszuli Ledóchowskiej (zawsze uważała, że nie można się kopcić, ale trzeba się spalać :)) i napisała tak: 
"Mam miłować bliźnich, jak Jezus mnie umiłował.
Bierzcie i jedzcie. Jedzcie me siły, bo są do waszej dyspozycji, chcę wam służyć nimi.
Bierzcie i jedzcie moje zdolności, moją umiejętność, jeśli wam nią mogę być użyteczna.
Bierzcie i jedzcie me serce, niech swą miłością rozgrzewa i rozjaśnia życie wasze.
Bierzcie i jedzcie mój czas, niech będzie do waszej dyspozycji.
Weźcie mnie, choćby to było dla mnie ciężkie,
jam wasza, tak jak Jezus - Hostia jest mój."

Ale przecież dar Komunii to nie tylko konkretne wymaganie, ale też łaska. OGROMNA! Pomyślcie tylko! Jak Bóg mówi, że Komunia daje nam życie wieczne, to… to znaczy, że każde jej przyjęcie do serca to jak taki schodek do nieba! :) Kiedy my nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego co się dzieje, kiedy nic a nic nie odczuwamy fizycznie, a czasem w takiej „pustyni” nawet nie „czujemy” duchowo, to nasi Aniołowie Stróże szaleją ze szczęścia, że już bliżej Boga jesteśmy! Że znów otwieramy Mu swoje serce, żeby mógł je wypełnić wszystkim co najpiękniejsze! Zdajmy sobie z tego sprawę wreszcie! :)) Nie widzimy tego, ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje :)) Wiem, ciężko pamiętać o tym cały czas, ale wspomnijmy o tym właśnie w momencie uwielbienia po Komunii, on jest bardzo ważny! Zamknij oczy, UŚMIECHNIJ SIĘ do Pana Boga, odwdzięcz się Mu tą radością serca!
Nie wyobrażamy sobie radości jaka nas czeka w Niebie! I dobrze. Kiedyś sobie myślałam, że szkoda, że nie wiemy, że nie mamy świadomości tego, może byłoby łatwiej tu na ziemi wiele rzeczy znosić… Ale potem doszłam do wniosku, że w sumie każdy lubi miłe niespodzianki :) I jest jeszcze coś o czym wcześniej nie myślałam. Zdanie, które powiedział Miłosierny do św. Faustyny… „Nie zniosłabyś ogromu Miłości Mojej, jaką mam ku Tobie, gdybym ci tu na ziemi odsłonił w całej pełni” (Dz. 718). Nie zniosłabyś. Jako człowiek umarłabyś z miłości. Więc nie mogę Ci pokazać. Nie mogę tego zrobić, mówi Jezus. Szok! I dlatego warto, starajmy się wejść w Eucharystię z takim poczuciem, że nie ma ważniejszej części dnia… że nie ma też większej miłości od tej, którą Bóg wlewa w nasze serca w trakcie Komunii Świętej. Nie ma. I koniec!
Mam jeszcze takie doświadczenie… bardzo lubię jak przyjmę Jezusa do serca i jeszcze trwa Komunia w kościele, popatrzeć sobie na otwarte tabernakulum. Ozłocone całe, dla Niego. A On, jak gdyby w ogóle tego nie dostrzegał, wychodzi do nas. Dłońmi kapłana rozdaje Siebie. Nie ma większej Miłości.

Byłam 2 lata temu na dniach radości (rekolekcje). Do dziś nie zapomnę  konferencji, w której  ks. Marcin Kulczyński (tak przy okazji, DZIĘKUJĘ!:)) mówił o tym, żeby dawać miłość jak chleb i dlaczego Jezus nam daje taką lekcję. Bo my często dajemy miłość jak tort. Tak, żeby ktoś obdarowany chciał się nam odwdzięczyć za to. A nie tędy droga. My mamy dawać innym siebie, swój czas i to wszystko, co mamy JAK CHLEB. Bo to takie „nic”, co tam dać komuś zwykły chleb. Nikt z nas nie zubożeje od podzielenia się chlebem. To takie.. normalne. I kiedy drugi człowiek dostaje coś tak zwykłego, nie czuje potrzeby odwdzięczania się (a przynajmniej nie w takim stopniu jak gdy dostaje tort.. Ciężko to ubrać w słowa, mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi :)) I tak sobie wtedy pomyślałam, że Jezus robi dokładnie to samo. Daje się jak chleb, żeby nikt nie czuł się zmuszony z Nim zostać. Wszystko przez miłość. Do szaleństwa pragnie naszej wolności.
Jezus wie o nas wszystko. Czy tego chcemy czy nie :) I w tej Ewangelii szczególnie, mam wrażenie, że krzyczy do naszych serc, wołając o autentyczność wiary. Widzi doskonale, że uczniowie nie wierzą w to, co mówi. Że nie rozumieją. Że to dla nich za trudne. A oni zamiast Mu o tym powiedzieć, szepczą sobie na ucho, byle by Jezus nie słyszał. Ile jest spraw o których opowiadamy innym, a wiemy doskonale, że oni nam nie pomogą? Oczywiście, są sytuacje, w których Pan Bóg posługuje się innymi ludźmi, żeby nam coś uświadomić, pokazać, JASNE. Ale są też te drugie, każdy z nas wie, o które sytuacje chodzi. Kiedy lecimy do ludzi, okazuje się, że oni wiedzą dokładnie tyle co my. I dopiero potem pytamy Pana Boga. A Jezus pragnie być tym pierwszym, do kogo przyjdziemy. Nie dlatego, że chce mieć nad nami władzę i będzie się tym szczycił, ale dlatego, że pragnie nam pomóc z miłością, której nie da nam inny człowiek. Widzi więcej „z góry” :) Wie doskonale, że nikt nie da nam takiego szczęścia i pokoju serca jak On może dać. Więc, może warto od czasu do czasu zamienić półgodzinną rozmowę z kumpelą na chwilę Adoracji w pobliskim kościele, czy chociażby na posiedzenie z Nim w ciszy, w swoim pokoju? 
I.. w tym wszystkim, bądźmy autentyczni! Jak czegoś nie rozumiesz, powiedz Mu o tym. Jak się boisz, jak się cieszysz, jak się nie możesz czegoś doczekać, jak czegoś żałujesz, jak o czymś marzysz. Mów Mu o wszystkim, bez ściemniania. Nie sil się na wielkie hymny pochwalne jak coś Ci się zawaliło. NIE MUSISZ. Powiedz Mu, że nie masz dziś siły. Mów Mu, jak Przyjacielowi. Jemu to wystarczy, serio :) Faustynie powiedział, że jak ona tak do Niego z serca o wszystkim mówi, to Jemu to jest milsze niż śpiew anielski (pewnie doskonały, profesjonalny i z podziałem na kilka głosów!). Widzisz… On pragnie być w Twoim życiu BARDZIEJ niż tylko na niedzielnej Eucharystii. On o niczym innym nie marzy jak tylko o tym, żeby istnieć w Twojej codzienności! :)) Jezus nigdy się nie znudzi Twoim gadaniem! :) On chce wiedzieć, co planujesz jutro zrobić na obiad, kiedy pójdziesz w odwiedziny do znajomych. On chce widzieć Twoją radość z porannej kawy i wyjazdu do kina. Zapraszajmy Go do tych zwykłych momentów, a zapomnimy o narzekaniu i o tym, że nasze życie jest monotonne! :)
Dalej. Nie możemy się bać tej modlitwy, w której tygodniami trzeba pytać: „Panie Jezu, a po co mi to?”, „A dlaczego?”… ODPOWIEDZ MI, BO NIE ROZUMIEM. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam jasno, że kiedy przestajemy pytać w kwestiach, których nie rozumiemy, ODCHODZIMY. „Odtąd wielu uczniów się wycofało i już z Nim nie chodziło”. Odtąd czyli od kiedy? Od momentu, kiedy im powiedział o woli Boga. I o tym, że wiara jest łaską. Nie chcieli więcej pytać - po prostu odeszli. Mogli zapytać o co chodzi z tym pójściem do Ojca, mogli zapytać jak to jest z tą wiarą, że to co - jednak nie za darmo? i w jakim sensie? Nie zapytali. Po prostu odeszli. Zobaczcie, jak wielka jest Miłość Jezusa. Daje taką wolność, że POZWOLIŁ ODEJŚĆ. A przecież widział jak się odwracają i idą w inną stronę… mógł pobiec za nimi, powiedzieć: „Czekajcie, chłopaki, to nie tak, wszystko jest proste, niebo jest przecież dla wszystkich, chodźcie, wyjaśnię wam zaraz dokładnie”. Nie chcieli, to nie. Jezus pragnie naszej wolności. Pyta nas każdego dnia, jak Apostołów: czy ty też chcesz odejść? Bo przecież możesz.
No i moja ulubiona część! Genialna odpowiedź Piotra. Do kogo mam iść? Jak wielkiej wiary trzeba, żeby tak Bogu odpowiedzieć!!! Żeby w niczym innym nie widzieć sensu, tylko w pójściu za Nim! Żeby dać świadectwo, że On jest najważniejszy! Wyobraźcie sobie, stoicie wśród tych ludzi (*to była synagoga, więc pewnie musiało tam ich trochę być), Jezus mówi, a z każdym Jego słowem, odchodzą kolejni. A On nie przestaje mówić. O tym, że jest Niebo, że życie się tu nie kończy, że On im pokaże wielkie cuda, da miłość, nadzieję! A oni odchodzą. Serce Mu pęka z żalu, że tak odchodzą, ale za bardzo kocha, żeby mógł ich zatrzymać przy sobie na siłę. A tu jeszcze inni odwracają się i wracają do swoich obowiązków. Część jeszcze próbuje dopytać o coś, ale nie rozumieją odpowiedzi, więc nie pytają dalej, idą z powrotem. Zostaje garstka, wśród nich Ty. I Jezus odwraca się do Ciebie i pyta: Czy ty też pójdziesz jak tamci, co nie rozumieli.. nie chcieli, uznali za stratę czasu?
Nie doszukujmy się tutaj usprawiedliwienia, że przecież to było dawno i Jezusowi mogło chodzić o to, czy oni nie chcą już iść z tej synagogi do domu. Kiedy On Cię pyta, jak w dzisiejszej Ewangelii, czy chcesz odejść, to to nie są odległe sytuacje! Wiesz kiedy to jest? Kiedy Cię gdzieś wysyła, TAM, GDZIE NIE CHCESZ! (Kiedy jest Ci ciężko na studiach, które przecież On chce, żebyś skończył… Kiedy może słyszysz głos powołania do zakonu, do seminarium, a myślisz sobie może, że się nie nadajesz przecież… Kiedy pojawiają się trudności w małżeństwie… Kiedy się wydaje, że Pan Bóg Cię w ogóle nie słucha. Kiedy szukasz pracy i nie znajdujesz… Kiedy się wali wszystko). ZAWSZE, kiedy dostrzegasz, że droga, którą idziesz, nie jest i nie będzie nigdy prosta… Zawsze wtedy Jezus pyta o to, o co spytał Apostołów. (I kontekście tego, odpowiedź Piotra wcale nie jest taka oczywista, jak się na początku wydawało, prawda? :)). Niech dzisiaj każdy z nas znajdzie sobie w Kościele swój kąt (jak w domu!), niech dostrzeże swoje w nim miejsce i rolę, a przede wszystkim wartość w Bożych oczach… żebyśmy umieli odpowiadać jak Piotr. Wyznawać, że tylko u boku Jezusa jesteśmy w pełni szczęśliwi :)
„Myśmy UWIERZYLI I POZNALI”. Nic nie jest przypadkowe w Piśmie Świętym, a już na pewno nie kolejność tych słów :) UWIERZ w Boga, wysil się trochę! Przyjdź na to spotkanie duszpasterstwa w końcu. Idź na tą pielgrzymkę wreszcie, już widzisz, że przyjaciółka Cię ciągnie za rękaw. Otwórz Biblię, a jak Ci się nie chce podejść nawet do półki to wpisz sobie w Google „Ewangelia na dziś” i czytaj. Szukaj Go w codzienności, zaufaj, że da Ci więcej niż możesz sobie wymarzyć nawet :) Jak uwierzysz, choć troszeczkę, (w Boga, a nie w jakiś Jego wykoślawiony obraz)… jak uwierzysz w MIŁOSIERNEGO, wypełnionego pragnieniem uszczęśliwiania Ciebie – z poznawaniem nie będziesz mieć już najmniejszego problemu :) to będzie jak w tej pielgrzymkowej piosence: „(…) żaden mur i żadna ściana, największa nawet tama” nie zatrzyma Cię już!
Wiara jest prosta. To zły nam wmawia, że się nie da, że za trudno. I wbrew pozorom, Eucharystia też jest prosta. Ostatecznie chodzi przecież o MIŁOŚĆ! :)) Tego w niej szukajmy. Spróbujmy tego wyjątkowego Spotkania bardzo mocno zapragnąć. Wtedy będziemy z utęsknieniem czekać na niedzielę i stanie się ona naprawdę wielkim świętem :)
A może uda się czasem iść w dzień powszedni? On czeka, idź! :)

z Miłosiernym +
Iga :)

* Jeśli tak jak Iga, chcesz opublikować swój tekst na naszym blogu,
zapraszamy do kontaktu! (zakładka "O AUTORACH")

1 komentarz:

  1. Do tego, co zostało w tym poście zawarte.. nic nie trzeba dodawać, a tym bardziej nie zawiera on treści z jaką bym się nie zgadzała. Post ten poszedł już w świat.
    Codzienna modlitwa, to nic innego jak rozmowa z Panem Bogiem, ze swoim najlepszym Przyjacielem. Rozmowa, podczas której możemy Mu wszystko powiedzieć. Niesamowite jest to, że On nas zna bardzo dobrze, że zanim właściwie powiemy "słowo", On już o tym wie, a mimo to, cały czas nas oczekuje, czeka z utęsknieniem na te nasze, przynajmniej kilka słów.
    Codzienna rozmowa z przyjacielem, buduje naszą relację, wzmacnia ją, poznajemy siebie nawzajem, często rozumiemy się bez słów, gdy któreś z nas milczy jeden.. drugi dzień.. zaczynamy się martwić. Tak jest też z Bogiem. Gdy milczymy, zaczyna się martwić, czeka, przypomina o sobie delikatnie, w codziennych małych gestach, najdrobniejszych rzeczach.. w powiewie wiatru, kwitnących kwiatach.. a wszystko to daje nam w zupełnej wolności. Nic na siłę. Wszystko robi tak delikatnie i z tak ogromną miłością..

    Dziękuję za ten tekst..

    OdpowiedzUsuń

Jeśli chcesz zostawić komentarz, a nie posiadasz konta Google, WordPress, LiveJournal itp. wybierz w polu podpisu:
"Komentarz jako NAZWA/ADRES URL",
a później wpisz swoje imię, przezwisko, nazwisko(...)

Nie pozostawaj anonimowy!

Z góry dzięki :-)