wtorek, 8 września 2015

Pielgrzymki do Santiago de Compostela- wywiad z ks. Arkiem


Na zdjęciu m.in pieczątki otrzymywane podczas pielgrzymowania szlakami św. Jakuba oraz muszla (symbol pielgrzyma).
#Prywatne zbiory ks. Arka
Ksiądz Arek jest wikariuszem parafii św. Jana Kantego w Poznaniu. W lipcu 2015 roku po raz trzeci poszedł na pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Za pierwszym razem swoją drogę rozpoczął w Jace na szlaku aragońskim. To krótki, ale malowniczy odcinek u podnóża Pirenejów. Za drugim razem wyruszył z północy – szlakiem Primitivo z Oviedo. W tym roku pielgrzymował trasą z Porto w Portugalii. Ile kilometrów przeszedł łącznie? Co dzieje się na szlakach św. Jakuba? Dlaczego warto pielgrzymować samemu? I kim w ogóle jest pielgrzym?
Iza: Skąd pomysł na pielgrzymkę do Santiago de Compostela?

KS. AREK: Ja nie wyglądam na człowieka, który lubi chodzić. Jak mam gdzieś iść, to wolę jednak podjechać. Od dzieciństwa marzyłem, żeby chodzić na pielgrzymki. Po pierwszej klasie liceum zacząłem realizować moje marzenia. Przez okres liceum, seminarium i później już jako ksiądz, brałem udział w Pieszej Poznańskiej Pielgrzymce na Jasną Górę, w sumie tylko 13 razy.  W zeszłym roku udało mi się też iść na pielgrzymkę z Suwałk do Wilna. Chodzę w różne miejsca. Może nie zawsze są to wielkie odległości, ale chodzę, mimo moich „dużych gabarytów”.

Iza: A jak było ze szlakami św. Jakuba? Usłyszał Ksiądz o nich, przeczytał?


KS. AREK: Tak, już dawno usłyszałem. Zanim ludzie zaczęli się nimi fascynować. W ostatnim czasie pielgrzymki szlakiem św. Jakuba przeżywają swoisty renesans, dzięki książce “Pielgrzym” Paula Coelho. Nawet kiedyś dostałem tę książkę w prezencie, jednak  nie przeczytałem jej nigdy.
Dużo osób pielgrzymuje, przemierzając kilometry. Moim marzeniem jako człowieka, który chodził na pielgrzymki, już dawno było to, żeby pójść szlakiem św. Jakuba. Za pierwszym razem przeszedłem 820 km. Przy grobie św. Jakuba przyrzekłem, że póki nogi nosić będą i póki zdrowie będzie – będę chodzić do Santiago de Compostela. Chcę poświęcać na to swój urlop. Teraz moim marzeniem jest pójść z Polski. Jeżeli nie zrobię tego w ciągu jednej pielgrzymki- że wyjdę z domu rodzinnego jak nakazuje tradycja i dojdę w ciągu kilku miesięcy, to zrobię to odcinkami. Jestem już na etapie Pragi. W przyszłym roku chcemy z kolegą iść dalej, jakiś odcinek z Pragi.

Iza: W 2010 roku miała miejsce premiera filmu “Droga życia” (reż. Emilio Estevez) przedstawiająca pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Z wcześniejszej rozmowy wiem, że widział Ksiądz ten film. Czy to jest dobry film? Czy dobrze oddaje rzeczywistość szlaku?

KS. AREK: Obejrzałem Drogę życia kilkakrotnie,  jest to dobry film. Dobrze pokazuje życie pielgrzymów, ale brakuje, moim zdaniem, ukazania rzeczywistego zmagania się z trudami pielgrzymowania. Bo one w rzeczywistości są. Wychodzą odciski, bąble, naciągnięcia i tak dalej.

Iza: Księdzu też?

KS. AREK: Ja akurat miałem szczęście, że palec w stopie pękł mi dopiero trzy kilometry przed Santiago de Compostela. Ale wracając do filmu – tam w ogóle nie ma bólu. Pielgrzymi idą sobie spokojnie i wszystko jest dobrze. Nikt tam nie narzeka, że coś go boli. Oczywiście nie chodzi o to, żeby narzekać, ale niestety zawsze kogoś coś boli, ktoś jak to się mówi „kuśtyka”, bo go noga boli. Jak idzie się sporo kilometrów z bagażem na plecach, to naturalne.

Iza: A bagaż na plecach to…

KS. AREK: Cały ekwipunek! Wszystko co chcesz zabrać i uważasz, że będzie ci potrzebne, musisz nieść na plecach. Pamiętam naszą pierwszą pielgrzymkę – po trzech dniach wysyłaliśmy paczkę do Polski, do domu. Były w niej rzeczy niepotrzebne, które szkoda było wyrzucić czy zostawić.  Często pielgrzymi jakieś swoje zbędne rzeczy wyrzucają lub zostawiają w albergue, czyli schronisku dla pielgrzymów. Gdy zebraliśmy wszystkie niepotrzebne rzeczy, to paczka ważyła około sześciu kilogramów. Po nadaniu zadzwoniłem do taty, że dostanie przesyłkę z Hiszpanii…

Iza: Czym były niepotrzebne rzeczy?

KS. AREK: Te niepotrzebne rzeczy to jakieś dodatkowe bluzy, buty. Pakując się trzeba rzeczywiście zabrać to, co jest najbardziej potrzebne. Totalne minimum. Szlak św. Jakuba pokazuje, że można mieć bardzo niewiele, aby przeżyć. Nie trzeba robić rewii mody, wystarczą dwie koszulki – w jednej się idzie, druga jest w plecaku. Kiedy się przychodzi, robi się pranie, ona schnie, ubiera się tę drugą. Tak to wygląda.

Iza: Bohaterowie bagaże mieli duże, prawdopodobnie ciężkie…

KS. AREK: Ludzie różne rzeczy niosą. Ale im mniej w plecaku, tym łatwiej się idzie. Pamiętam, kiedy po pierwszej pielgrzymce do Santiago, ruszyłem też na szlak do Częstochowy. Spakowałem się i miałem wrażenie, że plecak jest prawie pusty. Zabrałem rzeczy, które były niepotrzebne, ale wiadomo, to był plecak, którego nie miałem nieść, wiózł go samochód. Odnosiłem wrażenie, że „czegoś mi tu brakuje”. Okazało się, że wszystko co było potrzebne, jest w plecaku. Pielgrzymka do św. Jakuba uczy, że niewiele potrzebujemy do życia. Patrzę czasem w domu – mam wiele rzeczy, które są mi niepotrzebne, ale one są. Idąc do Santiago, nie mam tam tych rzeczy, które są zbyteczne. Są lekarstwa, które użyję lub nie użyję, ale wszystko właściwie wykorzystuję. Pakując plecak na szlak do Santiago nie mogę się wielce zastanawiać „a może się przyda”. Nie ma „a może się przyda” – jest tylko przyda się albo się nie przyda. A w razie czego, zawsze ktoś pomoże.

Iza: Ile kilometrów dziennie pokonuje średnio pielgrzym?


KS. AREK: To zależy. Można przejść kilka lub kilkanaście kilometrów dziennie. Tyle na ile masz sił, ile chcesz i jakim czasem dysponujesz.

Iza: A pogoda?

KS. AREK: Bardzo dobra. Nie narzekam. Raz tylko miałem pelerynę na plecach, bo troszeczkę padał deszczyk. Nie obfite ulewy, ale trochę popadało. Szedłem zawsze w okresie lipca i nie mogłem narzekać na pogodę. Jest słoneczko, trochę grzeje, nawet pali. Lato podobne do naszego polskiego.

Iza: Na szlaku spotyka się pewnie różne narodowości?

KS. AREK: Oj, z Europy, całego Świata. Hiszpanie, Portugalczycy, Francuzi, Niemcy Brazylijczycy, Filipińczycy, Koreańczycy, ludzi z całego świata. Szła  na przykład w tym roku Amerykanka z Kalifornii. Bardzo ciekawa osoba, przyjechała wcześniej do Santiago, bo była wolontariuszką w punkcie, gdzie przyjmuje się pielgrzymów i  wydaje się tak zwaną „Compostelke” – takie potwierdzenie, że pielgrzym dostał się do Santiago de Compostela. Ona tam pracowała przez dwa tygodnie i później ruszyła z Porto do Santiago, pani koło pięćdziesięciu kilku lat.

Iza: Idą więc i starsi i młodsi?

KS. AREK: Tak, idą i starsi i młodsi. Czasami z dzieciakami, choć rzadko. Rodziny z dziećmi oczywiście takich dużych odległości nie pokonują, ale trochę idą. Przed pierwszą pielgrzymką wyobrażałem sobie, że na szlaku będzie dużo ludzi młodych, ale pozytywnie się zdziwiłem. Można spotkać wiele osób dojrzałych i starszych wiekiem – emerytów.

Iza: Przygotowywał się Ksiądz fizycznie przed rozpoczęciem drogi?


KS. AREK: Tak. Do pierwszej pielgrzymki. Wiedziałem, że czeka nas spory marsz i  przygotowywałem się. Pozostałe tak trochę zlekceważyłem, a to się później odbija na szlaku.

Iza: Wcześniej, do Częstochowy, chodził Ksiądz z archidiecezji poznańskiej?


KS. AREK: Tak, w grupie siódmej.

Iza: Zawsze siódma?

KS. AREK: Zawsze „Siódemeczka”. Najpierw jako licealista, później kleryk i ksiądz przewodnik. Na razie zawiesiłem pielgrzymowanie do Częstochowy, żeby trochę pochodzić szlakami św. Jakuba. Ale kiedyś jeszcze wrócę na szlak na Jasną Górę. Wyrosłem z grupy siódmej. Na pielgrzymce podjąłem też decyzję, że wstąpię do seminarium duchownego. Wdzięczny Matce Bożej chodziłem na Jasną Górę.

Iza: Czy idąc w kierunku hiszpańskiej katedry zdarzało się, że z różnych przyczyn nie doszedł Ksiądz do miejsca noclegowego?

KS. AREK: W tym roku miałem prawie taką sytuację, ale jednak doszedłem do końca. Już nie dawałem rady, gorączka mnie złapała z wyczerpania. Mimo że było ciepło, ja dostałem dreszczy, drgawek i ubrałem bluzę. W dwie godziny przeszedłem tylko 5 kilometrów. Kiedyś mieliśmy też inną sytuację z kolegami. Niestety nie było miejsc w albergue. Zasada w schroniskach jest postawiona jasno, jeśli mają 20 łóżek to przyjmują tylko 20 pielgrzymów. Nie przyjmą nikogo „na podłogę”, trzeba szukać dalej, nawet idąc do następnej miejscowości położonej kilka kilometrów dalej. Tego dnia mieliśmy już w nogach przeszło 37 km. Odprawiliśmy Mszę świętą i stwierdziliśmy, że idziemy naprzód- do Los Arcos. Późna była już pora, około 21.00. W Hiszpanii słońce późno zachodzi. Było w miarę jasno, zrobiliśmy przeszło 40 km. Ubieraliśmy bluzy, bo chociaż było gorąco, ręce mieliśmy spieczone.

Iza: “Drogę życia” otwiera tragiczna historia Daniela, który ginie na szlaku, w Pirenejach…

KS. AREK: Idąc po drodze można spotkać wiele takich nagrobków i miejsc gdzie pielgrzymi umarli idąc do Santiago de Compostela. Jest sporo krzyży. Takie sytuacje się zdarzają. Sensem tego pielgrzymowania jest fakt, że idzie się samemu. To nie jest nic zorganizowanego, nie ma grupy. Oczywiście, że ludzie z całego świata wiążą się w jakieś grupki, tak jak jest to pokazane na filmie. Spotykają się, rozmawiają, idą razem, jedzą wspólnie posiłki. Ludzi się tam poznaje, ale ideą jest to, żeby iść samemu. I niestety zdarza się sytuacja w której ktoś ginie, umiera idąc samemu.

Iza: Inaczej niż do Częstochowy.

KS. AREK: W Polsce znamy inną formę pielgrzymowania – idą duże grupy, radosne, rozśpiewane, „alleluja, Jezus żyje”. Tutaj natomiast jest indywidualna droga. Ja, Pan Bóg i święty Jakub. Ten szlak i zmaganie się z trudnościami. Film pokazuje jak wygląda to życie, jak ludzie biesiadują, ale brakuje mi tam – jak już mówiłem zmagania się z trudami pielgrzymowania – tego na tym filmie nie ma. Nie widziałem, żeby kogoś coś bolało, żeby przebijał bąble, smarował nogi maściami. Druga sprawa- nie pokazano w filmie prania. Ja się śmieję, że na te dni zamieniam się w „szopa pracza”, który codziennie pierze. Trzeba się wykąpać i szybko wyprać to, co się miało w danym dniu na sobie, żeby następnego dnia było już suche.

Iza: Powiedział Ksiądz, że sensem tego pielgrzymowania jest indywidualna droga. W mojej ulubionej scenie filmu bohaterowie dyskutują na temat “prawdziwego pielgrzymowania”. Pisarz mówi, że “prawdziwy pielgrzym wędruje z niczym. Żyje z tego, co znajdzie, korzysta z uprzejmości innych, a dobytek niesie na plecach. Pielgrzym jest ubogi. I ma cierpieć”. Kobieta – Sarah – odpowiada mu dwoma pytaniami “Czy prawdziwym pielgrzymem można być jedynie naśladując wyobrażenie o prawdziwym pielgrzymie? Czy pielgrzym ma być przebrany za żebraka, którym nie jest?”. Czym jest prawdziwa pielgrzymka? Kim jest prawdziwy pielgrzym?

KS. AREK: Wszyscy jesteśmy pielgrzymami. Całe nasze życie to jedna wielka pielgrzymka. Na szlaku poznałem ludzi, którzy szli i żebrali. Słyszałem o Polaku, który nie miał pieniędzy, gdzie coś uzbierał, gdzie od kogoś coś dostał, tak żył i doszedł do Santiago.

Iza: To był jego wybór?


KS. AREK: To był jego wybór. Bardzo chciał przejść taką drogę. Jest to jednak ciężka sprawa, bo Hiszpanie są niestety nastawieni komercyjnie na pielgrzymów. Rzadko zdarza się tak jak w Polsce – że ktoś przyjmie bez żadnej opłaty. Trzeba jednak zapłacić za schronisko, kupić jedzenie. Nie częstują jedzeniem pielgrzymów jak w Polsce. Idąc z kolegą ze Wschowy do Görlitz spotkaliśmy kobietę, która wyszła z Estonii. Miała na imię Marika. Z tego co później się dowiedzieliśmy- doszła do celu. Idąc przez całą Polskę nie wydała ani jednej złotówki na jedzenie i na noclegi. Wszędzie ją przyjmowano, częstowano, karmiono. Noclegi za darmo. Im dalej, w kierunku Europy Zachodniej – trzeba płacić. A przynajmniej trzeba się tak nastawić.

Iza: Kim więc jest pielgrzym?

KS. AREK: Zawsze tłumaczę sobie jaka jest różnica między wędrowcem a pielgrzymem. Pielgrzym ma konkretny cel. Wędrowiec czasami się błąka, nie wie dokąd iść. Pielgrzym ma cel i do niego dąży. Podobnie  jest w naszym życiu – jeżeli wierzę i żyję wiarą, to wiem co jest moim celem. Moim celem jest Niebo. Idąc do Santiago jestem pielgrzymem, który wie jaki jest cel – chce dojść do Santiago, pokonać tę drogę. Zmierzyć się ze słabościami, czasami ulec tym słabościom. Taka wyprawa niewątpliwie parę groszy kosztuje, trzeba się utrzymać. Nie wiem, czy byłoby mnie stać na to, żeby zdać się tak całkiem na Bożą Opatrzność, pewnie byłoby trudno. W tym roku spotkałem też pielgrzyma w Fatimie, który prosił o pieniądze na jedzenie. Dosłownie żebrał. Było widać, że jest pielgrzymem, miał muszlę, prawdopodobnie przyszedł też z Santiago do Fatimy. Dałem mu te pieniądze, bo wiedziałem, że to nie jest naciągacz.

Iza: Wiem już zatem, że idąc do grobu św. Jakuba warto mieć pieniądze. A jak ze znajomością języków obcych?

KS. AREK: Moja znajomość języka angielskiego jest totalnie minimalna. Znam kilka podstawowych słów hiszpańskiego. Będąc trzeci raz w Hiszpanii, już się pewne zwroty łapie. Hiszpanie mają to do siebie, że oni chcą żeby mówić po hiszpańsku, nie chcą, żeby mówić po angielsku. Ale jeśli ja ze swoją nieznajomością języka, dałem radę, to spokojnie. Zresztą koledzy pomagali.

Iza: Czyli szedł Ksiądz z kolegami?

KS. AREK: Pierwszy raz szedłem z dwoma księżmi- ks. Marcinem i ks. Tomaszem.
Jeden z nich jest moim kolegą kursowym, drugi rok młodszy. Za drugim razem- do Görlitz i do Pragi – szedłem z ks. Szymonem. On akurat teraz jest w trasie szlakiem św. Jakuba w Polsce – z Mogilna idzie do Lubinia, szlakiem wielkopolskim. W tym roku byłem z dwoma siostrami zakonnymi- franciszkankami z Chojnic.

Iza: Dały radę?

KS. AREK: Dały radę! Bez problemu!

Iza: W drodze do Santiago nie spotyka się podobno tylko osób wierzących. W filmie pisarz- Irlandczyk – nie wchodzi do kościołów po drodze, tłumacząc to sytuacją w kraju, znanymi wszystkim skandalami. Jego motywacją jest znalezienie inspiracji do nowej książki.  Po dotarciu do celu pielgrzymi są też pytani o powody wyjścia z domu, wypełniają ankietę.

KS. AREK: Kiedy dochodzi się do Santiago de Compostela i odbiera potwierdzenie odbytej pielgrzymki, to wypełnia się również ankietę. Dokładnie tak jak na filmie. Podaje się cel pielgrzymowania- turystyczny, religijno-turystyczny, religijny i inne. Z roku na rok okazuje się, że coraz więcej osób idzie z pobudek religijnych. Są osoby niewierzące, niekoniecznie manifestujące, ale idą po prostu, bo usłyszały, chcą przejść, zobaczyć. Po drodze można zobaczyć wiele zabytków. Można przejść nie modląc się, nie myśląc o Panu Bogu, idąc tylko, żeby podziwiać i zwiedzać poznając nowych ludzi.

Iza: Da się ? Przez miesiąc na przykład?

KS. AREK: Myślę, że tak. Jeżeli ktoś Pana Boga nie bierze w ogóle pod uwagę, to tak. Są nawet ludzie, którzy jak wchodzą do kościoła to tylko po to, żeby otrzymać pieczątkę. Wchodzą do środka, tam siedzi człowiek, który przybija pieczątkę, oni dostają i bez modlitwy wychodzą, idą dalej. Można? Można.
Ale są też osoby poszukujące. Marika była taką kobietą. Miała wtedy 38 lat, była nieochrzczona, poszukiwała. W Santiago de Compostela pewien ksiądz Roman z Monte de Gozo (4 kilometry przed katedrą na obrzeżach, jest albergue dla polskich pielgrzymów) opowiadał, że przyszedł jakiś człowiek, który był nieochrzczony i w Santiago de Compostela poprosił o chrzest.  W czasie drogi uwierzył. Droga przemienia! Zawsze trzeba zapytać się o cel pielgrzymki. Czy to ma być tylko droga do Santiago czy tam ma się wydarzyć coś więcej. To zależy od nas czy się otworzymy na działanie Pana Boga.

Iza: Zakładam, że w ciągu przykładowych 30 dni dużo się dzieje w człowieku.

KS. AREK: Tak, Pan Bóg mocno pracuje nad sercem człowieka. Gdy byłem jeszcze przewodnikiem na poznańskiej pielgrzymce, to podkreślałem i mówiłem pielgrzymom, że w takich właśnie trudnych chwilach, kiedy człowiek jest zmęczony, gdy coś dolega, coś go boli, wtedy wychodzi to prawdziwe oblicze człowieka. W ekstremalnych chwilach widzimy jacy my jesteśmy. Nie wtedy gdy jest nam dobrze, tylko właśnie wtedy kiedy jest trudno. Często wychodzi jakieś paskudztwo, którego człowiek nie chce. Komuś coś źle powiem, coś przykrego, łatwo o jakieś kłótnie.
Szlak św. Jakuba to szlak, w którym jest komfort indywidualnego pielgrzymowania. Nawet jeżeli idzie się z jakąś osobą towarzyszącą, to jest i tak dużo czasu, żeby być samemu i z Panem Bogiem. Jest sporo czasu na to, żeby przemyśleć wiele rzeczy i spraw. Po każdej pielgrzymce są jakieś konkretne postanowienia. W czasie wędrówki zaczyna się myśleć o sprawach, o ludziach z którymi od dawna nie ma się kontaktu. Podczas pierwszej pielgrzymki zacząłem sobie przypominać moich znajomych z którymi od dłuższego czasu nie miałem kontaktu, nie ukrywam, że postanowiłem, że odświeżę z nimi znajomość, że odezwę się do nich. I tak było po powrocie do domu. Udało mi się to zrealizować. Droga to wspaniały czas na modlitwę. Nie można narzekać, że „nie ma czasu”. Codzienna Msza święta,  różaniec, modlitwa brewiarzowa.

Iza: Jak wygląda Msza święta na szlaku?

KS. AREK: Jeżeli jest możliwe, to odprawiamy w kościołach, w miejscowościach w których nocujemy. Staram się dołączyć do Mszy parafialnej razem z księdzem hiszpańskim. Jeżeli nie ma takiej możliwości, to można odprawić Maszę na cmentarzu, przy kościele czy w albergue.

Iza: Opowie Ksiądz o jakimś szczególnie ciekawym miejscu spotkanym po drodze?

KS. AREK: Irache to takie miejsce na świecie, gdzie za darmo można napić się wina. Z jednego kureczka leci wino, z drugiego woda. Można przyjść z własnym kubeczkiem, nalać wina, napić się i iść dalej. Można pić do woli, ale trzeba pamiętać, że zaraz idziemy jeszcze 8 km. Kiedy przychodzą do mnie panowie “co na winko chcą”, śmieję się: panowie, znam jedno miejsce na świecie, gdzie za darmo możecie się „napić wina”…

Iza: Szlaku św. Jakuba nie pokonuje się wyłącznie pieszo…

KS. AREK: Spójrz na pierwszy z brzegu credencial, czyli paszport pielgrzyma. Obok danych, są trzy opcje do wyboru, zaznaczasz w jaki sposób pielgrzymujesz.  Pieszo, rowerem lub konno. Te trzy formy pielgrzymowania są dopuszczalne. Ale kiedyś spotkaliśmy starszego księdza, Hiszpana, który mówił, że pielgrzym to ten, który idzie pieszo albo, który jedzie konno. Nie uznawał pielgrzymów na rowerach. Widziałem pielgrzymów na koniach, bliżej Santiago de Compostela, choć to jednak rzadkość.

Iza: Dlaczego nie rowery?

KS. AREK: Rowery to nowoczesna forma pielgrzymowania. Ja bym nie potrafił. Trzeba się zająć nie tylko samym sobą, ale i rowerem. Trzeba naprawić, dętkę wymienić i tak dalej. Wolę bąble przebijać i nogi smarować maściami.

Iza: Droga pielgrzymów nie zawsze kończy się w Santiago de Compostela…

KS. AREK: Jest zwyczaj, że idzie się na Fisterre, tak zwany „koniec świata”. Ja tylko raz dotarłem tam. Przylądek Fisterra jest błędnie uważany za najbardziej wysunięty punkt na zachód Hiszpanii, podczas gdy jest nim przylądek Touriñán. Z Santiago de Compostela idzie się wtedy jeszcze 3-4 dni. Tutaj pali się symbolicznie swoje rzeczy, zostawia skarpetki, buty. Zostawia się   „starego człowieka” i wraca przemienionym.

Iza: Podsumowując, ile kilometrów przeszedł  Ksiądz łącznie szlakami św. Jakuba?

KS. AREK: Szlakami św. Jakuba w sumie to przeszedłem prawie 2000 km. Nie jest to zbyt wiele. Moim marzeniem jest samemu wyruszyć z Polski, z domu rodzinnego i dotrzeć do Grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela. Trwałoby to kilka miesięcy i trzeba pokonać wtedy prawie 3500 km. Czas pokaże jak to będzie. Jak Pan Bóg pozwoli i pobłogosławi to wyruszę …

Iza: Życzę i dziękuję za rozmowę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli chcesz zostawić komentarz, a nie posiadasz konta Google, WordPress, LiveJournal itp. wybierz w polu podpisu:
"Komentarz jako NAZWA/ADRES URL",
a później wpisz swoje imię, przezwisko, nazwisko(...)

Nie pozostawaj anonimowy!

Z góry dzięki :-)