niedziela, 18 października 2015

Spotkałam ostatnio świętego księdza...


Spotkałam ostatnio świętego księdza, rozmawialiśmy. Nie znałam jego historii wiary, nie wiedziałam jak się modlił i czy dużo w życiu pościł. Nie miałam pojęcia czy chodził na pielgrzymki, leżał krzyżem, oglądał religijne filmy, czytał encykliki. Jedno było w tamtej chwili jasne: jeśli kiedykolwiek myślałam, że świętość rozpoznam po odhaczaniu kolejnych punktów na liście wymagań, myślałam jak typowy, polski, niewierzący katolik. Mogłoby mi być wstyd.

Trochę nie rozumiałam dlaczego siedząc naprzeciwko świętego człowieka, nie czułam się jak najgorszy grzesznik i trochę nie rozumiałam skąd w ogóle przekonanie, że siedzę naprzeciwko świętości. Odpowiedzi na te pytania nie są jednak skomplikowane. Odpowiedział na nie  Sługa Boży ksiądz Aleksander Woźny, kiedy kilkadziesiąt lat temu głosił naukę o „innej atmosferze”. Inna atmosfera jest tam, gdzie przebywa człowiek pokorny. Wydziela woń, którą chcemy przesiąknąć. Wprowadza pokój. Zaraża pragnieniem dobra i rozświetla oczy jakąś nadprzyrodzoną radością, tak, że chcą widzieć więcej i głębiej. Po prostu.

Magdalena Frączek, wokalistka (ulubiona, swoją drogą, moja ulubiona, pisze teksty, których nie napisze nikt inny i śpiewa o nich w sposób, w jaki nie zaśpiewa nikt inny) opublikowała kiedyś na swoim blogu słowa: najlepiej czuję się, gdy nie nadaję sobie sensu. Wtedy doświadczam, że to, co mam, wcale nie jest moje.  Powtórzyłam pięć razy i wyłączyłam komputer, triumfując nową definicją pokory. Chciałam już na zawsze zapamiętać, że ja też najlepiej czuję się, gdy nie nadaję sobie sensu. No i że wszystko co się dzieje, nie dzieje się z powodów innych niż bezwarunkowa Miłość. Koloryzowanie, etykietowanie i dowartościowywanie samej siebie, samą mnie skazuje zresztą na wcześniejszą lub późniejszą pustkę. PO PROSTU.

Święty ksiądz jest święty, bo chyba wszędzie i we wszystkim walczy o pokorę. Ona uwielbia wyciekać z języka, więc jest bardzo dostrzegalna podczas rozmów. Rezygnacja z wielkich liter, niedyskretnych znaków zapytania, wyolbrzymiających wykrzykników – nie wiem czy jest mi do tego bardzo daleko czy przeraźliwie daleko, ale jak się siedzi naprzeciwko świętego człowieka, to nie ma nędzy i użalania się nad sobą (czyli przechodzimy do pytania dlaczego nie czułam się jak najgorszy grzesznik), tylko pęd dążenia do uwalniania takiej samej woni. Świętość inspiruje. A że z obfitości serca mówią usta (Mt 12,34) nic dziwnego, że można jej doświadczać zmysłem słuchu.
Abyście brali na serio!
Iza
(Tekst opublikowałam wcześniej na swoim blogu dobrzezejest.blog.deon.pl) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli chcesz zostawić komentarz, a nie posiadasz konta Google, WordPress, LiveJournal itp. wybierz w polu podpisu:
"Komentarz jako NAZWA/ADRES URL",
a później wpisz swoje imię, przezwisko, nazwisko(...)

Nie pozostawaj anonimowy!

Z góry dzięki :-)